Petra – cud świata, nie dla zwierząt

W skrócie co to jest Petra

Petra to ruiny takiego starożytnego miasta, wykutego w skałach, mieszczące się w Jordanii. Znane z trzeciego filmu o Indianie Jonesie, bo to właśnie w najbardziej znanym obiekcie Petry znajdował się filmowy Święty Graal.

fotograf poznań petra

Wakacje, ale nie do końca

Wybraliśmy się do Jordanii by nowy, 2022 rok, rozpocząć z naładowanymi bateriami. Chcieliśmy po prostu napatrzeć się na piękne miejsca, spróbować pysznych potraw i zażyć większej dawki witaminy D.

Pierwsze dwa dni naszego pobytu spędziliśmy na pustyni Wadi Rum, gdzie powitaliśmy Nowy Rok. Trzeciego dnia odwiedziliśmy Petrę. Mieliśmy na nią przeznaczone dwa dni.

Już na początku, wkraczając na ścieżkę witają nas gangi koniarzy, zachęcających do odbycia tej długiej drogi na siodle jednego z kilkunastu koni, które widzimy. Odmawiamy.

Za chwilę mija nas człowiek prowadzący osiołka i namawia do pokonania trasy na jego grzbiecie. Odmawiamy. Zaraz potem mijamy człowieka z wielbłądem, który zachęca nas oczywiście do skorzystania, jak to nazwał  z „air-conditioned taxi”. Odmawiamy. Propozycje podwózki na zwierzęciu mamy średnio co parę minut.

fotograf poznań petra

Idziemy dalej

fotograf poznań petraPoczątkowo pokonuje się wąski wąwóz, by po pewnym czasie w szczelinie pojawił się widok na najbardziej charakterystyczną budowlę tego miejsca, czyli Al Khazneh. Po chwili wychodzimy na plac. W pełnej okazałości widzimy imponującą budowlę, sklepik, wielbłądy, tłum ludzi i niewielkiego psiaka biegającego między ludźmi. Na początku nieco lękliwy, ostrożnie do nas podszedł. Głaskanie bardzo mu się podobało. Nie mieliśmy jednak żadnego jedzenia przy sobie. W sklepiku nie było nic poza słodyczami do kupienia. Od razu podjęliśmy decyzję, że w drodze do hotelu kupimy jakieś jedzonko i nazajutrz mu je przyniesiemy. Jako, że zbliżała się godzina zachodu Słońca, wróciliśmy do hotelu, po drodze kupując zestaw mortadel, parówek i tuńczyka dla kotów.

fotograf poznań petra

Szok kolejnego dnia

Drugiego dnia rano szybko dotarliśmy na plac w Petrze, gdzie dzień wcześniej spotkaliśmy pierwszego psiaka. Oczywiście znów tu był. Zawołaliśmy go. Podbiegł. Wyczuł co wyciągamy z plecaka. Porwał większy kawałek mortadeli i pobiegł w ustronne miejsce.

Idąc dalej karlimiśmy kolejne napotkane psy.

fotograf poznań petraDotarliśmy do miejsca w którym jeszcze nas nie było. Mnóstwo zwierząt mijaliśmy, czekających na turystów, którzy je dosiądą i pokonają dalszą drogę zwiedzania. A należy tu nadmienić, że do niektórych miejsc trzeba się wspinać po stromych schodach. Do jednej świątyni prowadzi ich prawie tysiąc – stromych, krętych, wąskich, prowadzących naprawdę w wysokie miejsca. No i widzimy jak idąc tymi schodami wyprzedzają nas osiołki z rodzinami z dziećmi, albo z większą Panią, albo z młodziutką Panią, albo z Panem, który przy bardziej stromym odcinku pyta się opiekuna czy to aby na pewno nie jest dla osiołka ciężar. W odpowiedzi pada, oczywiście stanowcze NIE. Bez względu na to kto siedzi na grzbiecie, budzi w nas obrzydzenie.

Visual Portfolio, Posts & Image Gallery for WordPress

 

Im dalej tym…

Idąc główną ścieżką w samym centrum tego starożytnego miasta patrzę i nie wierzę. Kilka metrów dalej widzę szczeniaka. W pobliżu biega większa psina, zapewne jego matka. Podchodzimy i zza skał wyłaniają się kolejne 3 szczeniaki. fotograf poznań petraSzok. Małe, brudne, brzdące. Ich mama biega i odstrasza podbiegające psy. Wyciągamy nasze zapasy jedzenia i kroimy na małe kawałeczki. Szczeniaki, swoimi małymi pyszczkami, biorą ogromne kęsy. Podajemy większy kawałek mamuśce, ale ona nie chce jeść. Przygląda się tylko jak małe jedzą.

fotograf poznań petra

Podchodzi do nas mężczyzna na osiołku. Zagaduje. Mówi, że one żyją w jednej z jaskiń. Szczeniaków było 10. My widzimy 4. Siedzimy tak, rozmawiamy. Człowiek mówi nam, że mamuśka nie ma mleka i nie ma czym karmić młodych. Po dłuższej rozmowie dowiadujemy się, że żyje tu mnóstwo psów. Ten Pan czasem niektóre dokarmia, ale potwierdza, że sytuacja dla nich jest tutaj straszna.

Idziemy dalej. A im dalej tym dziksze, większe przestrzenie, bardziej górzyste i coraz więcej psów. Z każdym się witamy, głaszczemy. Już nie mamy czym karmić. Wszystko co mieliśmy zostawiliśmy szczeniakom. fotograf poznań petraKolejna podchodząca do nas psinka jest chyba w ciąży. Wspięliśmy się do ostatniej świątyni, wysoko położonej, pokonaliśmy te 1000 schodów na własnych nogach. Na szczycie oczywiście poza pięknymi widokami, kolejne psy. Podbiegają po jedzenie.

Na jednym z punktów widokowych krajobraz jest niesamowity, ponieważ wygląda jakbym stał nad wszystkimi górami. Robię foty i co? Podbiega psiak. Nie wiem skąd się wziął. Wszystkie żebra na wierzchu.fotograf poznań petra

Jesteśmy załamani

To już ostatni punkt, widzieliśmy wszystko co zaplanowaliśmy tutaj zobaczyć, ale jesteśmy załamani tymi wszystkim zwierzętami, które spotkaliśmy. Konie, pięknie przystrojone, czekają, aż ich opiekunowie zorganizują im jakiegoś turystę do przewiezienia.

Wielbłądy, muły i osiołki których ilość tutaj jest zatrważająca są również w gotowości. Zadaniem wszystkich jest wożenie leniwych turystów.

Spotkaliśmy ponownie Pana, z którym rozmawialiśmy przy szczeniakach. Wskazuje nam samochód przy którym jest ustawiona kolejna ludzi z osiołkami. To weterynarz, który tutaj przyjeżdża. Opatruje zranione zwierzęta. Mówimy mu o szczeniakach. On na to, że dziś ma za zadanie, poza opatrzeniem osiołków dać lek psiakowi, którego wskazuje na oddalonej skale. Jest widocznie słaby, padnięty. Mówi nam, że jutro przyjeżdża ze swoimi ludźmi by karmić napotkane psy. Wyjaśniliśmy im gdzie znajdą szczeniaki. Promyk nadziei.

fotograf poznań petraWracając zatrzymujemy się raz jeszcze przy szczeniakach. Po prostu z nimi siedzimy. Głaszczemy. Jeden z nich najmniejszy i najsłabszy, podchodzi i wdrapuje mi się na kolana. Po chwili zasypia. Naszego jedzenia już nie ma, zjedzone. Widzimy małą porcję ryżu, którego wcześniej nie było. Podbiega obcy pies. Mamuśka szczeka na niego stara się go odpędzić. Pies jak gdyby nigdy nic, podbiega i zjada pozostawioną porcję ryżu, która leżała kilka kroków od szczeniaków. 

Visual Portfolio, Posts & Image Gallery for WordPress

Podchodzi również włoska rodzina z małymi dziewczynkami. Wszyscy przejęci widokiem szczeniąt w tym miejscu. Dają im swoje jedzenie.

fotograf poznań petraOdchodzimy

Ten widok, nie może wyjść nam z głowy. Każdego dnia o nich myślę. I o tych wszystkich zwierzętach tam. Zwierzętach, które albo się tam błąkają jak psy i koty, albo służą ludziom jak wielbłądy, muły, osiołki, konie. Niektóre z nich żyją w jaskiniach. Skazane tylko na to miejsce. I te wszystkie zwierzęta tutaj mają wyjątkowy smutek w oczach. Przejmujący smutek. I ten widok, towarzyszy nam każdego dnia. Nie da się go zapomnieć.

fotograf poznań petra

Adopcje psich seniorów

Adopcje psich seniorów lub schorowanych psiaków należą do rzadkości. Pewne wydarzenie zmotywowało mnie do napisania tego tekstu.

Kejter był psiakiem adoptowanym przez swoją wolontariuszkę z poznańskiego schroniska. Był psiakiem już wiekowym i z problemami zdrowotnymi – miał ogromne problemy z poruszaniem się. Kejter był psiakiem, który w schronisku może liczyć tylko na cud, na cud by ktoś zechciał go adoptować. Bo kto by chciał psa, któremu niewiele czasu już zostało, ledwo chodzi i właściwie należy się nim opiekować jak dzieckiem? 

Z Kejterem i Martą spotkaliśmy się w maju w Parku Sołackim w Poznaniu. I tu właściwie mogę przestać pisać, bo żadne słowa nie opiszą tego lepiej niż to co widzicie w oczach tego psiaka.

 

Marta chciała by ostatnich miesięcy życia Kejter nie spędzał w samotności. Chciała czas wypełnić mu samymi pięknymi chwilami. Zatem Kejter codziennie chodził na spacery, dostawał smakołyki, był miziany za uszkiem, z kotem Vincentem wspólnie drzemał, słyszał każdego dnia „Jesteś piękny. Jesteś cudowny.” Miał swojego człowieka. Nic dla psów nie ma takiego znaczenia jak człowiek. Nic. Dla nich człowiek jest najważniejszy. One są w człowieku tak zakochane. Gdyby ludzie darzyli siebie choć w jednym procencie takim uczuciem – świat naprawdę byłby fajnym miejscem.

Pod koniec sesji Kejtrowi już stawy odmówiły posłuszeństwa, więc po prostu się położył i było mu równie przyjemnie. Kejter spędził z Martą pół roku. Odszedł kilka tygodni temu.

pies fotograf dzika fota

Przypadek Marty i Kejtra jest jednym z pięciu przykładów, które mogę wymienić z ostatnich paru miesięcy kiedy to wolontariusze adoptują swoich podopiecznych na ostatnie miesiące życia.

O czym to świadczy? Odpowiedzcie sobie sami!

Dla mnie to niezmierny heroizm. Ile potrzeba odwagi by zabrać do domu psa, by spędził ostatnie tygodnie życia u boku człowieka i by u jego boku odszedł. Jesteście wielcy. Marto, Martyno, Halinko, Alicjo, Asiu – to co zrobiłyście jest piękne.

Smutek rozdzierający serce na końcu takiej drogi dla mnie jest niewyobrażalny. W tym ostatnich miesiącach rodzi się prawdziwa miłość. Miłość tykająca, odliczająca czas do niewiadomo jak prędkiego końca. Jednocześnie jest to okres wypełniony uśmiechem opiekunów, radością z każdego machania ogonkiem lub lekkich podskoków. Starsze psiaki dają mnóstwo szczęścia, wyciszają człowieka, uczą pokory i cierpliwości.

Czytelniku drogi, wiedz, że oglądając relacje z życia tych seniorków – to jak się cieszą, jak są zabierane nad jezioro, w którym szaleją, jak grają w piłkę, jak biegają, skaczą, cieszą się – łzy wzruszenia mieszają się ze łzami radości.  Bo zobaczyć jak w tych starszych lub schorowanych ciałkach budzi się szczeniak to coś niebywałego.

Kiedy więc spotkacie kiedyś na swojej drodze wolontariusza schroniska lub fundacji, to wiedzcie, że macie przed sobą superbohaterkę (jednak ogromna większość wolontariuszy to kobiety). Widzę do czego są zdolni wolontariusze, ile dają, co poświęcają. Widzę jakie mają serca dla zwierząt. To jest coś niebywałego i absolutnie przepięknego. I świadczy jakimi są ludźmi w ogóle. Daje wiarę w ludzi.

Zerknijcie na piękne pyszczki seniorków z poznańskiego schroniska. Może ktoś z Was podaruje któremuś piękne, ostatnie wspomnienia.

10 lat oczekiwania na dom – historia Billyego

Pamiętasz gdzie byłaś 10 lat temu? Co wtedy robiłaś? Jaki to był etap w Twoim życiu? Jakie były Twoje plany na przyszłość? Co się zmieniło w tym czasie?

10 lat. Dekada. W 2010 roku premiery miały „Social Network” oraz „Incepcja”. Dziecko, które urodziło się w tamtym roku, dziś ma 10 lat. Dziesięcialatek wtedy, dziś jest dorosłym mężczyzną.  Szmat czasu, co?

A teraz pomyśl, co jeśli przez te 10 lat byłbyś w tym samym miejscu. Nic się nie zmieniło. Mało tego, jeśli Twoim otoczeniem były by 3 ściany i krata, przez którą obserwujesz świat. I na dodatek znalazłeś się w tym miejscu jako dziecko.

Tak rozpoczyna się historia Billego, psiaka z poznańskiego schroniska, który trafił tutaj jako kilkumiesięczne szczenię. I w tym miejscu został na 10 lat.

W schronisku w Poznaniu pomagamy psiakom wraz z żonką od czerwca 2019 roku. Wyprowadzamy psiaki, spędzamy z nimi czas, no i fotografujemy by pomóc w znalezieniu dla nich domu.

Koło boksu Billego przechodziliśmy wielokrotnie, ale był to jedyny pies, który nie skakał i nie szczekał gdy ktokolwiek był w pobliżu. On po prostu siedział w swojej budzie, w ciemnym kącie. Nie interesowali go ludzie. Napatrzył już się na nich przez te lata. Był już pogodzony z tym, że życie niczym go nie zaskoczy, że jego życie tak będzie wyglądać.

Zajmowaliśmy się naszymi psiakami – w schronisku funkcjonuje system przypisywania się do psiaków i opieki nad nimi – tak w skrócie. Czasami jakiś wolontariusz proponował swojego psiaka by zrobić mu zdjęcie i dać szansę na szybsze znalezienie domu. I tak Billyego, kandydata do sesji, podrzuciła nam jego wolontariusza, Marta.

Ja nie wiem, jak to możliwe, ale dopiero wtedy to zarejestrowałem:

On przebywa w schronisku od 10 lat.

Gdy to usłyszałem, byłem porażony. Nie mogłem pojąć jak to możliwe, że nikt nie chce tego psa? Co z nim nie tak? I te dwa słowa – dziesięć lat. Brzmi jak wieczność. Przeciętny psiak żyje kilkanaście lat. Billy ma lat 11 i całe życie spędził w tych murach, z tym światem zmieniającym się wokoło, z tysiącami ludzi zaglądający do wnętrza jego boksu w poszukiwaniu psa którego zabiorą. Ale go nie zabrano. 

Poprawka – zabrano. Billy dwukrotnie miał próby adopcyjne. Jednak szybko wracał do schroniska. To było kiedy Billy był jeszcze młodziutki. Dwukrotnie wrócił z adopcji ponieważ był „problemowy”. I ta łatka została z nim na zawsze. 

Pewnego dnia poszliśmy przywitać się z Billym.

Po kilku dłuższych chwilach nawoływań, z ciemności spokojnym krokiem podszedł do nas kundelek z krzywymi wystającymi ząbkami, pokiereszowanym starymi bliznami uszkiem i obojętnym wzrokiem. Wcale nie hałasował. Poczęstował się smaczkiem. Powąchał dłoń i dał się pogłaskać. Poszliśmy z nim na spacer by poznać charakter. Był totalnie bezproblemowy, ładnie chodził na smyczy, za smakołyki wykonywał sztuczki – było świetnie.

Jako, że zbliżał się koniec 2019 roku postanowiliśmy, że zrobimy mu zdjęcie i opublikujemy je jako pierwsze w nowym roku i będzie to piękne jego rozpoczęcie wraz z postanowieniem by znaleźć dom temu biedakowi.

Zabraliśmy Billego na cały dzień poza schronisko. Byliśmy na spacerze, zabraliśmy do domu, gdzie czekały na niego smakowitości. Billy szybko wskoczył na łóżko i okazało się, że ten Billy, problemowy Billy, który nie jest zainteresowany ludźmi to wielki pieszczoch. Tarzał się na kanapie wystawiając brzuszek. Cieszył się, bawił, było cudnie. Podczas sesji poszło również bardzo profesjonalnie. W jego przypadku nie chciałem stosować żadnych udziwnień i postawiłem na czarne tło i tyle. Uważałem, że Billy ze swoim charakterem i historią chwyci odbiorców.

Zdjęcie Billyego na fanpejdżu Dzikiej Foty zamieściliśmy 2 stycznia 2020 roku.

Post z informacją o poszukiwaniach domu przez psiaka, który 10 lat tego wyczekuje bardzo szybko zaczął się rozprzestrzeniać. Następnego dnia po publikacji znajomy dziennikarz z poznańskiej Telewizji WTK – Janek, napisał do mnie, czy może o Billym wspomnieć podczas wieczoru informacyjnego. Oczywiście się zgodziłem. Zostało pokazane wtedy zdjęcie Billyego z informacją, że szuka on domu.

Następnego dnia koleżanka z portalu epoznan.pl napisała o tym artykuł. Parę dni później znów Janek mnie zagadnął proponując zrobienie newsa o Billym. I wtedy do tego psiaka pojechała ekipa telewizyjna, by go pokazać poznaniakom. Wieczorem materiał został wyemitowany.

Następnego dnia skontaktował się z nami dziennikarz z Polsatu, pytając czy możemy się spotkać i porozmawiać o Billym. Powstał zatem kolejny materiał, który był emitowany w głównym wydaniu polsatowskich Wydarzeń. Teraz o Billym usłyszała cała Polska.

Byliśmy w szoku.

Nagle o zapomnianym schroniskowym psiaku wszyscy chcą mówić. Więc jednak to co nas tak w nim ruszyło, porusza również obcych ludzi. Wspaniale.

W kolejnym tygodniu, kolejny telefon. Tym razem wydawca Uwagi TVN. Oni również chcą zrobić materiał o Billym i ogólnie o psich seniorkach. Powstał zatem kolejny reportaż, na publikację którego w tym przypadku trzeba było poczekać kilka tygodni. (Warto tutaj wspomnieć, że bohaterką tego materiału była jeszcze staruszka Emilka, która wciąż czeka na dom, więc może komuś wpadnie w oko ta cudna kruszynka.)

dzika fota pies fotograf fotografia poznań

W tak zwanym międzyczasie, czyli po realizacji materiału dla Uwagi, ale jeszcze przed jego emisją odbieram kolejny telefon, śmiejąc się sam do siebie, ponieważ o tym telefonie wszyscy żartowaliśmy, że możemy się go spodziewać – to było Dzień Dobry TVN. Kolejna zatem ekipa telewizyjna podjechała obrandowanym autem pod poznańskie schronisko. Kolejna kamera zagląda do boksu Billyego. Po raz kolejny Billy wychodzi ze swojego ulubionego, skrytego w mroku zakątka by pokazać swój pyszczek światu. Powstał piękny materiał (ukryty na dole strony pod materiałem o pielęgnacji sierści psów).

Zatem w ciągu paru tygodni ten nieszczęsny kundelek, został najbardziej popularnym psiakiem w naszym kraju.

Ekipy przyjeżdżały kilkaset kilometrów by poznać psa, który 10 lat czeka na dom. Choć nie, Billy nie czekał. On był już pogodzony ze swoim losem.  Co by jednak nie było, byliśmy przekonani że teraz dom się znajdzie. Bo jak nie teraz to już nigdy. Telefony do schroniska się urywały. Ludzie dzwonili z całej Polski. Oczywiście były przypadki, że osoby, które się umówiły na wizytę nie przyjeżdżały. Choć w tym przypadku, to my czuliśmy kolejne rozczarowania.

W lutym dowiedzieliśmy się, że ktoś systematycznie odwiedza Billyego w schronisku. Była nadzieja, że nasz plan by znaleźć Billyemu dom się szybko powiedzie. I wtedy rozpętała się epidemia, która zamknęła schronisko na kilka tygodni. My również zostaliśmy odcięci od naszych psiaków. Trochę nam emocje opadły i nadzieja zaczęła przygasać. Tygodnie mijały kiedy pewnego dnia otrzymaliśmy wiadomość, że Billy pojechał do domu! Ania i Bartek, którzy odwiedzali Billyego, cierpliwie czekali i kiedy było już to możliwe zabrali gwiazdę do domu.

Co ciekawe, nie znali sławy swojego wybrańca. Szukali starszego psiaka, któremu chcieli podarować dom. W schronisku zaproponowano im Billyego. I tak go poznali i się w nim zakochali.

Jako, że losami kundelka żyła cała Polska – o znalezieniu domu przez Billego powiadomiono w polsatowych Wydarzeniach (23 minuta) oraz w Dzień Dobry TVN (1 minuta). Piękne jest to, że chciano jeszcze wrócić do historii, która znalazła dobre zakończenie. Może z tym wszystkim co teraz się dzieje wokół, ile zła dociera do nas każdego dnia, a pozytywnych informacji nie ma zbyt wiele, to informacja o znalezieniu domu przez bezdomnego psiaka – jest tak potrzebną nam informacją. Wiadomością, którą potrzebujemy my wszyscy – by wiedzieć, że jest nadzieja.

Spotkaliśmy się z Billym, Anią i Bartkiem na spacerze.

Powiem Wam, że obserwowanie go w nowym otoczeniu było niesamowite. Psiak, który tyle czasu przebywał w cieniu schroniska, psiak w którym się zakochaliśmy i my i tysiące osób, teraz spaceruje sobie w parku, mija ludzi, co rusz tylko oglądając się czy na pewno jego „Pan i Pani” są w pobliżu – to coś przepięknego. Byłem wzruszony podczas spaceru, moja Gabi również. Było widać, że Billy uwielbia swoich opiekunów. Ania, Bartek i cała ich rodzina również są w nim zakochani. Nie wyobrażają sobie życia bez tego uroczego psiulka. Wszyscy dbają i rozpieszczają go na każdym kroku. I to wszystko jest tak pięknym zakończeniem tych kilkumiesięcznych starań o znalezienie domu dla psiaka, który miał zwyczajnie pecha w życiu.

Dla mnie i dla żonki to wyjątkowa historia. Daje nam ona energii do działania, do fotografowania kolejnych psów, do kolejnych poszukiwań. Bo potrzebujących nie ubywa. Pojawiają się nowe psy w schroniskach. Psiaki się starzeją w schroniskach. Cały czas jest o kogo walczyć.

I coś Wam powiem na koniec. W schroniskach przebywają cudowne psy. Bądźmy mądrzy i dawajmy przykład. Jeśli widzimy, że ktoś krzywdzi zwierzę – zareagujmy, jeśli widzimy zwierzę w potrzebie – zareagujmy. Nie przechodźmy obojętnie. I nie tylko mam na myśli psa – chodzi o każde zwierzę: kota, jeża, sarnę, lisa czy gołębia. Każde życie jest ważne i o każde należy walczyć.

Dlaczego wolę psy od ludzi?

Nigdy nie przepadałem za ludźmi. Podobnie jak Agent Smith z Matrixa, uważam ludzkość za pasożyty, potrafiące tylko niszczyć. To jak się obchodzimy z przyrodą i zwierzętami jest odrażające. 

Może to co teraz nas spotkało powinniśmy odczytywać jako czerwone światło, które zapaliło się przed nami na drodze do autodestrukcji?

Nie cierpię chamstwa, pychy, zarozumiałości, arogancji, bezczelności, egoizmu, głupoty. Spotykam się z nią niemal każdego dnia. Nie lubię tłocznych miejsc. Źle się czuję wśród ludzi. Miałem tak od zawsze i starałem się z tym jakoś walczyć. No bo przecież trzeba umieć żyć z ludźmi, współpracować z nimi, obcować, by być przystosowanym do życia w tak zwanym – społeczeństwie.

Każdy z nas ma chęć czasem uciec. Zaszyć się z dala od ludzi, by pobyć samemu. Uciec od życia, od codzienności. Każdy z nas ma swoje problemy, swoje lęki i demony. Każdy z nas potrzebuje jakoś odreagować, wyciszyć się, uspokoić.

Moje lekarstwo odnalazłem w wizytach w schronisku dla zwierząt

Wsród bezdomnych, niechcianych, odrzuconych psów czuję się swojo. Przesiadywanie z nimi i cieszenie się prostymi rzeczami jest czystą, prostą przyjemnością. Uwielbiam tam każdy pyszczek. Myślicie, że któryś z nich mnie kiedykolwiek oszukał, wykorzystał, okłamał lub zawiódł?

Cierpię patrząc w smutne oczy nowo przybyłych psiaków. Może to jest po części tak, że świadomość tego, że każdy z nich znalazł się w tym miejscu z winy człowieka powoduje, że chcę im poprawić skojarzenia związane z nami, ludźmi. Spotykam tutaj głównie psy z problemami, okrutnie potraktowane. A wierzcie mi, historie psiaków lądujących w boksach, potrafią przyprawiać o gęsią skórkę. Poznałem tutaj kilkadziesiąt niesamowitych przyjaciół. Mimo, że nie mówimy jednym językiem, dogadujemy się doskonale. Zakochiwałem się tutaj kilkanaście razy. Piratek, Zoja, Karmel, Ziggy, Liwi, Beza – to psiaki za którymi ryczeliśmy z radości razem z żonką, gdy znajdowały dom. Wiem, że ta miłość, była z obu stron. Widziałem jak psiaki na nas reagują, gdy zbliżaliśmy się do ich boksów i jak cudownie spędzaliśmy czas. Wszyscy byliśmy po prostu szczęśliwi.

Co im dajemy?

To nie tylko odwiedziny i spacery. Staramy się im pokazać, że są ważne dla nas, że nam zależy na nich, że są wartościowe. I one to czują, doceniają. A jak pięknie to doceniają i odwzajemniają. To jest coś absolutnie rozbrajającego. Wierzcie mi, że widok psa skaczącego na twój widok, z merdającym ogonem i radosnym wzrokiem to najpiękniejszą chwila dnia. Ci, którzy mieszkają z psiakami, wiedzą o czym piszę.

Co one nam dają?

Trafiłem ostatnio na taki cytat:

„Jeśli pies byłby nauczycielem, nauczyłbyś się takich rzeczy jak:

• Kiedy twoi bliscy wrócą do domu, biegnij do nich, aby ich przywitać.

• Nigdy nie przegap okazji, aby się zakręcić.

• Pozwól, by doznanie świeżego powietrza i wiatru na twojej twarzy zmieniło się w czystą ekstazę.

• Zdrzemnij się.

• Rozciągaj się przed wstaniem.

• Biegaj, baw się codziennie.

• Rozwijaj się dzięki uważności i daj się porwać ludziom.

• Pij dużo wody w upalne dni i leżąc pod cienistym drzewem.

• Kiedy jesteś szczęśliwy, tańcz dookoła i poruszaj całym ciałem.

• Ciesz się długim spacerem.

• Bądź wierny.

• Nigdy nie udawaj, że jesteś kimś kim nie jesteś.

• Jeśli to, co chcesz, jest gdzieś pochowane, kop, aż to znajdziesz.

• Jeśli ktoś ma zły dzień, milcz z nim, usiądź blisko i przytul się do niego delikatnie”.

W tych dziwnych czasach może w końcu powinniśmy inaczej spojrzeć na zwierzęta i się czegoś od nich nauczyć?

error: Nie kopiuj! Zablokowana funkcja.